szczepan

szczepan z miasteczka: Wrocław
Cyferki:
wykręcone:28536.79
poza asfaltem:4231.18
w czasie:52d 07h 18m
moja średnia:22.74 km/h

Obecnie

baton rowerowy bikestats.pl

2016

button stats bikestats.pl

2015

button stats bikestats.pl

2014

button stats bikestats.pl

2013

button stats bikestats.pl

2012

button stats bikestats.pl

2011

button stats bikestats.pl

2010

button stats bikestats.pl

2009

button stats bikestats.pl

2008

button stats bikestats.pl

Znajomi

Linki

Stare, dobre czasy ...

Czwartek, 12 maja 2011
km:32.42km teren:10.00
czas:01:59km/h:16.35
Kategoria Nocna Jazda, Z Ekipą
Niezwykle szczęśliwy wieczorny wypad rowerowy. Zaczęło się już prawie od samego początku, owszem tuż po wyjeździe było bardzo miło. Podczas ostatniej wizyty w domu zostawiłem ramę Context'a, którą podejrzewam o trzeszczenie i zabrałem do Łodzi Kelly'sa. Fakt, trochę już zajechany, ale jaki luksus, kiedy podczas jazdy cisza ... może nie zupełna z racji luzu na ośkach w zajechanych zatrzaskach Wellgo, ale o nich później.
Tak więc po kolei, na pierwszych kilometrach od wyjazdu jadąc razem z Celinką i Ravenem całą szerokością ścieżki i chodnika napotkaliśmy na pieszych (skąd się wzięli na chodniku nie wiem ?), Celinka i Raven grzecznie zjechali na ścieżkę, natomiast ja w "teren", zjechałem z chodnika i pognałem w prost w kierunku czekającego na mnie wykopu, kiedy go zauważyłem zdążyłem tylko krzyknąć i po hamplach, przedni zadziałał rewelacyjnie więc rower zatrzymał się tuż przed dziurą, a ja wykonując klasyczne OTB zmierzałem wprost do metrowego wykopu. Udało się jakoś rozłożyć ręce więc wylądowałem nad, a nie wewnątrz wykopu. Całego zdarzenia, jednak nie zaliczam do pechowych, nic się nie stało i było dość śmiesznie, wrażenia pozytywne.
Pojechaliśmy dalej, w kierunku lasu Łagiewnickiego pośmigać w terenie w totalnych ciemnościach. Krótko po wjechaniu do lasu okazało się, że mam spore problemy z wpięciem prawego buta, po wielu próbach w końcu się udało, ale po każdym wypięciu historia była identyczna. Podczas postoju, kiedy rzuciłem trochę światła na zatrzask okazało się, że ułamałem kawałek zatrzasku, więc jedna strona wyłączona, ogólnie Wellgo umarły ...
Jazda już nie tak komfortowa, bo za każdym razem musiałem szukać tej sprawnej strony, co w ciemnościach najłatwiejsze nie jest, ale co tam, jazda po lesie w nocy to jest to coś, szczególnie na relatywnie wąskich ścieżkach.
Raven poprowadził nas po dość ciekawych miejscach i ścieżkach, aż sam zgubił drogę, nie tak do końca, ale trzeba było wyjechać z lasu na asfalt. Po krótkiej chwili zaczęło się dziwnie jechać, no tak powietrza z przodu było coraz mniej. Normalnie to nie problem, chyba, że jest godzina 12:00, jest się na zadupiu, a nikt nie pomyślał, by zabrać ze sobą pompkę ... . Ja miałem łatki, Raven nawet dętkę, ale nadmuchać to bym musiał chyba ustami. Do Łodzi doczłapałem się już na oponie, w zasadzie to jechałem tak przez ok. 10 km, po prostu bajka. Na koniec, "jakby tego było mało, k... się rozpadało". Mijając stację już nawet nie myślałem, żeby coś kombinować z dętką, bo po tylu kilometrach wątpiłem by było co kleić, ale podjechałem do kompresora. Mocno się zdziwiłem, kiedy podczas pompowania nawet nie było słychać syczenia powietrza, koło udało się napompować ?! i już w normalnym tempie wróciłem do domu, na miejscu wylałem wodę z butów i pod prysznic ... .
A wellgo prezentują się następująco:
Piątek, 29 kwietnia 2011
km:51.35km teren:0.00
czas:03:08km/h:16.39
Kategoria Masa Krytyczna, Nocna Jazda
Kiedyś było dla mnie normą, że w ostatni piątek miesiąca jechałem w Masie, niestety od dłuższego czasu miałem strasznie nie po drodze i Masa jeździła beze mnie. W końcu udało się tak zaplanować czas w pracy i pogodę, by na Masę dotrzeć. Pierwszy raz na Masie w Łodzi. Wrażenia bardzo pozytywne, dobra organizacja i długa trasa. Trochę dziwne uczucie, kiedy jechaliśmy, a ja nie miałem pojęcia gdzie jestem, Łodzi jednak nie będę znał jak Częstochowy.
Z punktów trasy to na pewno start z pasażu Schillera przy Piotrkowskiej, a zakończenie na Placu Wolności (też przy Piotrkowskiej).
Po wszystkim jeszcze sprint do Ikei na hot doga, musiałem wrócić się po jakąś bluzę więc goniłem sam, wracając do mojej nieznajomości Łodzi chcąc jechać na skróty pomyliłem trochę drogę i krócej nie wyszło ... . Ledwo zdążyłem na hot doga.
Kilka fotek z Masy z moją osobą:



Niedziela, 24 kwietnia 2011
km:37.67km teren:5.00
czas:01:23km/h:27.23
Kategoria Solo
Święta spędzam w domu więc Jura pod nosem, nawet nie zdawałem sobie sprawy jaki skarb miałem za oknem, nim przeprowadziłem się do Łodzi. Jak za każdym razem, kiedy jestem w domu grafik dość napięty, nieśmiało jednak postanowiłem zabrać się za Kelly'sa i doprowadzić go do stanu "używalności", bo Author, zresztą w częściach został w Łodzi. Trochę czasu w sobotę, reszta dzisiaj i Kelly's jakoś działa. Po obiedzie postanowiłem się gdzieś ruszyć, gdzieś znaczyło Olsztyn, bo czasu mało.
Sam rower charakteryzuje się kilkoma ważnymi cechami, jest dla mnie za mały, przerzutki działają mało precyzyjnie (w porównaniu do tych w Authorze), hamulce działają bez szału, łańcuch po przejechaniu jakiś 9 tys. nadaje się na złom, a amor jest masakrycznie miękki, wśród tych wszystkich wspaniałych cech znalazła się jedna, rower nie hałasuje, zapomniałem jak się w ciszy kręci, bajka.
Samego kręcenia bez szału, standardowo do Olsztyna przez Skrajnicę i powrót przez Kusięta, tyle.
Do domu udało się wrócić przed burzą, na szczęście.
Niedziela, 17 kwietnia 2011
km:18.54km teren:0.00
czas:01:04km/h:17.38
Kategoria Nocna Jazda, Z Ekipą
Po pracy postawiłem na relaks, razem z Celinką i Ravenem pojechaliśmy powłóczyć się trochę po Łodzi. Miał być relaks, a było sporo nerwów bo rower wydaje dziwne odgłosy coraz intensywniej. Po prostu masakra jakaś, najgorsze, że nie mam pojęcia skąd dobywają się te dziwne odgłosy. Coś czuję, że będzie trzeba rozłożyć co do śrubki, zobaczymy, czy pomoże. Póki co hałas odbiera całą przyjemność z jazdy.
Samej jazdy, też bez szału, na początku Manufaktura, później Radegast i powrót do domu, z drodze powrotnej jeszcze o mały włos było by słabo, bo jakiś idiota wyjechał mi prosto z bocznej uliczki.
Niedziela, 10 kwietnia 2011
km:39.51km teren:15.00
czas:01:58km/h:20.09
Kategoria Solo
Wolna, choć bardzo wietrzna niedziela. Trzeba jednak wykorzystywać takie okazje na rower. Wyjechałem przed siebie, bez ustalonego celu, postawiłem na spontan i pojechałem ścieżkami, których kompletnie nie znałem starając się pilnować jedynie kierunku. Dzięki temu też nie kręciłem tylko po samych asfaltach. Zwiedziłem dziwne dzielnice, wjechałem do lasu, a na koniec przez Zgierz trafiłem do Łagiewnik, skąd też trochę na około wróciłem do domu. Na trasie walka z dość silnym wiatrem, ale zabawa była. Na koniec całkiem przypadkowo wizyta na stacji Radegast, niewielkie muzeum poświęcone pamięci Getta Łódzkiego. Miejsce robi wrażenie.

Gdzieś w lesie, ale nie mam pojęcia gdzie.


Radegast:


Piątek, 1 kwietnia 2011
km:37.55km teren:0.00
czas:01:33km/h:24.23
Kategoria Nocna Jazda, Solo
Po pracy krótki wyjazd, znowu raczej po mieście, lub koło niego. Pętla z Łodzi, przez Aleksandrów Łódzki, Rąbień, Zgierz i znowu do Łodzi. Znowu wieczorem i znowu powrót po zmierzchu, ale nie ma czasu, żeby jeździć innych porach. Jakiś czas temu będą w domu miałem w rękach lampkę CAT EYE EL-HL520,



ale stwierdziłem, że gdzie ja się będę po nocach włóczył po Łodzi ..., teraz bujam się po nocach Sigmą micro. Na szczęście jakiś czas temu nabył czołówkę, która daje radę w ciemnościach, choć akurat wczoraj jej nie miałem ... .
Kolejny dzień testowania nowego nabytku, tylnego kółka od Poisonka, Mavic XM317, DT Competition (32 szt.) i na koniec smaczek DT Onyx. Kółko używane ale stan rewelacyjny, kręci się bardzo ładnie.
Czwartek, 31 marca 2011
km:22.23km teren:0.00
czas:00:57km/h:23.40
Kategoria Nocna Jazda, Solo
Cały dzień w asie, ale nie na rowerze, rano pobudka i wizyta w Warszawie, pogoda denerwował mnie cały dzień, słońce, ciepło i bardzo przyjemnie, chwilami nawet 19 st. A ja zamiast na rowerze czas spędzałem w pociągu i na zebraniu.
Postanowiłem nie przegapić takiego dnia, wieczorem już nie tak przyjenie i ciepło ale po zimie, takie warunki to i tak jak ideał.
Wyjechałem dość późno bo już po zmierzchu, ale po mieście zawsze można się pokręcić, długo nie było, ale dzień nie do końca zmarnowany.
Środa, 23 marca 2011
km:7.66km teren:0.00
czas:00:24km/h:19.15
Kategoria Po mieście
Do i z pracy, w drodze powrotnej guma, ale zauważyłem w domu więc nie było wymiany w drodze.
Poniedziałek, 21 marca 2011
km:18.69km teren:0.00
czas:00:44km/h:25.49
Kategoria Po mieście
Czasu niewiele, ale wiosnę trzeba było jakoś przywitać, po pracy wyskoczyłem chwilę pokręcić się po Łodzi, przy okazji załatwiłem jedną sprawę. Wyjazd symboliczny.
Niedziela, 13 marca 2011
km:36.15km teren:10.00
czas:01:55km/h:18.86
Wolna niedziela i niesamowita pogoda, okazja by zaczerpnąć świeżego powietrza i wyjechać poza asfaltowe ścieżki. Kierunek Las Łagiewnicki, nie tylko mnie tęskno za piękną pogodą bo w Arturówku tłumy. Założenie było takie, że spokojnie pojadę w okolicę Łagiewnik i zajrzę na chwilę do lasu. Wjechałem w teren i to było to, trochę błota, ale dało się przejechać na sucho, do czasu, bo w pewnym momencie na całej szerokości ścieżki było ładne błoto, wpadłem w nie dość szybko i wtedy się zaczęło. Postanowiłem się trochę "ubrudzić". Już nie pamiętam ile jazda daje radości.
Po wszystkim wyglądałem bardzo ciekawie, rowerek zresztą też:

Dobrze, że jest, gdzie bez problemu wszystko umyć, wanna z prysznicem to jednak świetna sprawa: