szczepan

szczepan z miasteczka: Wrocław
Cyferki:
wykręcone:28536.79
poza asfaltem:4231.18
w czasie:52d 07h 18m
moja średnia:22.74 km/h

Obecnie

baton rowerowy bikestats.pl

2016

button stats bikestats.pl

2015

button stats bikestats.pl

2014

button stats bikestats.pl

2013

button stats bikestats.pl

2012

button stats bikestats.pl

2011

button stats bikestats.pl

2010

button stats bikestats.pl

2009

button stats bikestats.pl

2008

button stats bikestats.pl

Znajomi

Linki

Stare, dobre czasy ...

Niedziela, 22 kwietnia 2012
km:53.81km teren:20.00
czas:02:28km/h:21.81
Tak się miło złożyło, że od niespełna tygodnia jest mi dane mieszkać w Krakowie. W pierwszy wolny dzień w pracy postanowiłem zabrać rower na przejażdżkę. Miasta nie znam więc ruszyłem przed siebie z postanowieniem odnalezienia Wisły. Wprawdzie mieszkam od Niej jakieś 200 m, ale postanowiłem sobie trochę bardziej ambitny plan na trasę. Na początek w kierunku Nowej Huty jadąc na czuja, do wałów dotarłem po 20 km już na granicy miasta. Postanowienie nr 2 to powrót wałami w kierunku centrum. Na początku bardzo miło, szutrowo - żwirowa ścieżka, jednak z czasem zaczęła zanikać i zmieniać się w polną, porośniętą trawą ścieżkę, a momentami przedzierałem się w gęstych trzcinach, pro drodze, której prawie nie było. Oj widać, że bez jazdy kondycji nie ma, na asfalcie noga podaje, a w terenie średnia leci.
Po drodze most kolejowy na Wiśle:


i widok na Góry:
Poniedziałek, 26 marca 2012
km:17.28km teren:0.00
czas:00:47km/h:22.06
Zamiast czterech kółek. Bez szału.
Niedziela, 18 marca 2012
km:58.97km teren:15.00
czas:02:38km/h:22.39
Kategoria Z Ekipą
Nie wiem czym sobie zasłużyłem na taką pogodę w swój wolny weekend. Z uwagi na fakt, że posiadam taki tylko jeden w miesiącu tym milej, kiedy za oknem świat wygląda tak pięknie. W domu nie byłem już dość długo więc postanowiłem połączyć przyjemne z pożytecznym, spakowałem do samochodu rower i kilka innych drobiazgów i postanowiłem odwiedzić rodzinne miasto. Sobota dla rodziny, natomiast niedziela dla braci rowerowej i bike'a.
Już myślałem, że będę kręcił sam, kiedy rano dostałem telefon i zachęcony słowami "ruszaj dupę i max za 20 min na pkp raków" ubrałem się i stawiłem się na miescu zbiórki. Czekali na mnie Poisonek, Piter, Zbyszek i jeszcze kilka osób. Ruszyliśmy we czwórkę w kierunku Poraja, gdzie dotarliśmy "najkrótszą" drogą. Nad zalewem wizyta w Tawernie na ternie ośrodka żeglarskiego, która powitała nas zamknięta na cztery spusty.
Niezrażeni zastaną sytuacją ruszyliśmy do mekki częstochowskich rowerzystów, czyli Olsztyna. Dotarliśmy na miejsce jadąc przez Choroń i Biskupice oraz Sokole Góry. Pod samym zamkiem spotkanie ze sporą liczbą rowerzystów, w tym starą, dobrą i dawno niewidzianą Ekipą. Krótka posiadówka i powrót do domu przez Skrajnicę.
Po drodze, w Kamienicy Polskiej spotkaliśmy ukrywającego się do dzisiaj miszcza parkowania, proszę jaki spryciarz:

Wtorek, 13 marca 2012
km:21.17km teren:0.00
czas:00:59km/h:21.53
Kategoria Po mieście
Kilka spraw na mieście, zamiast popularnych ostatnio 4 kółek.
Niedziela, 4 marca 2012
km:25.64km teren:10.00
czas:01:17km/h:19.98
Kategoria Solo
Inauguracja sezonu i roweru. Nie jeździłem od 79 dni, ale o rowerze nie zapomniałem. Przez zimę zrealizowałem wizję, która pojawiła się u mnie już jakiś czas temu. Zaczęło się od nowej Reby, a z uwagi na fakt, że nowe modele nie oferują już jazdy na V-kach do kompletu sprawiłem sobie nowy model Shimano XT oraz koła DT X1900.
Przed wyjazdem ostatnie przygotowania, na swoje miejsce trafił licznik a na łańcuch trochę Finish Line'a. Uzupełniłem powietrze gdzie trzeba i ruszyłem cieszyć się pierwszymi przebłyskami wiosny.
Bez planu na trasę, bo jedyne co wiedziałem, to że będzie krótko, pokręciłem w stronę Łagiewnik. Plan był na asfalt, ale mijając wjazd do lasu w Arturówku nie mogłem się powstrzymać. Ku mojemu zaskoczeniu w terenie nie było masakry, w wielu miejscach dało się przejechać na sucho.
Wrażenie z jazdy na początek pozytywnie, rower zmienił geometrię, bo Reba jest sporo niższa niż Bomber. Sam amorek pracuje o niebo lepiej, a miałem okazję się przekonać na kocich łbach na leśnym dukcie. Hamulce się docierają więc zbyt wiele jeszcze powiedzieć się nie da, cieszy mnie cisza podczas hamowania, bo klocki Accenta w Avidach miały tendencję do piszczenia.
Nieskromnie powiem, że rower prezentuje się całkiem ładnie:



Na koniec jeszcze konsternacja, i to dwukrotnie. Raz to pierwszy (a co tam) kapeć w tym sezonie. Dwa, masakra, od ponad tygodnia mamy porządnego plusa a ludzie, proszę jak mądrze:

Czwartek, 15 grudnia 2011
km:39.29km teren:14.00
czas:01:45km/h:22.45
Kategoria Po mieście, Solo
Dzisiejszy dzień rozpoczął się bardzo dobrze, wstałem znacznie wcześniej niż zakładałem, a pogoda zapowiadała się znakomita. Mając wolne nie sposób było choć na chwilę nie wyjść pokręcić.
Na początek ruszyłem w kierunku Deca z zamiarem zakupu rękawiczek, zamiast nich postanowiłem nabyć coś innego, bluzę, która na dzisiejszą pogodę była wprost idealna.

Szybka zmiana stroju i jadąc dalej testowałem nowy zakup. Już od początku okazało się, że był bardzo dobry, bardzo dobrze chroni przed wiatrem, a przy dzisiejszej temperaturze ok 5 st. było w niej idealnie.
Ze spraw na mieście zaliczyłem jeszcze wizytę w Bikemii, skąd pojechałem odwiedzić las Łagiewnicki. Na miejscu ta sama pętla co ostatnio tj. niebieskim pieszym przez Modrzew. Powrót do domu przez Arturówek.
Na koniec jeszcze fotka nad częściowo zamarzniętym stawie w Arturówku. Niesamowite, że w grudniu pogoda tak idealnie udaje wiosnę.
Piątek, 25 listopada 2011
km:15.75km teren:0.00
czas:00:43km/h:21.98
Kategoria Po mieście
Wstyd się przyznać, że awaria samochodu skłoniła mnie by po długiej przewie wsiąść na rower. Jako, że autko odmówiło posłuszeństwa szybka zmiana ciuchów i rowerem do pracy. Wieczorem prosto na salę rozruszać kości po całym tygodniu i powrót do domu. Dobrze, że pogoda dopisuje, to kręciło się bardzo przyjemnie.
Sobota, 12 listopada 2011
km:34.51km teren:20.00
czas:01:34km/h:22.03
Kategoria Solo
Korzystając z pięknej pogody postanowiłem ruszyć się z domu i odwiedzić lasy w okolicach Łagiewnik. Na początek przez Radogoszcz do Zgierza, skąd następnie do Łagiewnik. Przez las do Arturówka i dalej w kierunku Modrzewia. Inaczej niż dotychczas powrót ścieżkami leśnymi do Arturówka, skąd już standardowo powrót do domu. Bardzo przyjemny dzień, szczególnie biorąc pod uwagę, że mamy już listopada. W lesie trzeba jednak mocno uważać, bo na drogach zalega sporo liści, a nie wiadomo co pod nimi, na szczęście jest sucho.

Klika fotek z końca jesieni:




Piątek, 11 listopada 2011
km:41.14km teren:20.00
czas:02:21km/h:17.51
Kategoria Specjalne, Z Ekipą
O samej imprezie dowiedziałem się zaledwie dwa dni temu. Myślałem, że organizują kameralną imprezę i skromny wyścig dla kilku bikerów. Okazało się, że była okazją wystartować w ciekawym wyścigu XC. Biorąc pod uwagę ile jeżdżę i jak regularnie fajerwerków się nie spodziewałem, ba nawet byłem pewien, że będzie dubel.
Do przejechania mieliśmy 8 pętli o długości 1450m, biorąc do porównania warunki jury, tutaj trasa była płaska. Samo ściganie, z uwagi na długość trasy stanowiło tylko ułamek dzisiejszej jazdy

Tuż przed startem:


Sam start:


I miła pamiątka:
Sobota, 29 października 2011
km:135.73km teren:10.00
czas:05:34km/h:24.38
Kategoria >100, Z Ekipą
Udział w dzisiejszej wycieczce zaplanowałem, jak tylko na forum padła propozycja Poisonka. Z planami bywa różnie więc nie pisałem anie tak ani (jak to niektórzy lubią) nie. Na miejscu zbiórki stawiłem się dość punktualnie i ... konsternacja, mój udział w wyjeździe stanął pod znakiem zapytania - nie byłem zapisany więc nie jadę. Ostatecznie stanęło na tym, że na wycieczce będę nieobecny.
Ruszyliśmy standardową trasą przez Poczesną, Poraj, Myszków (pierwszy przystanek na Mrzygłodzie), Zawiercie i Ogrodzieniec, gdzie zatrzymaliśmy się na wzmocnienie.
W Ogrodzieńcu:



Dalej, znów znaną drogą w kierunku Kluczy i Rabsztyna, powtarzając trasę i miejsce postoju z ostatniego wypadu do Krakowa. O zamku w Rabsztynie słyszałem, ale widziałem go pierwszy raz, biorąc pod uwagę lokalizację i fakt, że przejeżdżaliśmy tuż przy nim, powiedzieć można jedno, ślepy.

Zamek w Rabsztynie:


Po wzmocnieniu pod zamkiem ruszyliśmy szlakiem czerwonym rowerowym w kierunku Olkusza, po drodze trochę kręcenia przez las i powrót do dobrze znanej asfaltowej drogi w kierunku Ojcowa. Krótki postój w Pieskowej Skale i znowu klika fotek.

Zamek w Pieskowej Skale:


Pod zamkiem:


My i Maczuga, czyli sześć pałek:


Z Pieskowej Skały wśród pięknych, jesiennych widoków kręciliśmy w Dolinie Prądnika, po drodze wizyta przy Bramie Krakowskiej i tu miła odmiana, zamiast monotonnego podjazdu brukiem do drogi krajowej Olkusz - Kraków i dojazd tą drogą do Krakowa, pojechaliśmy dalej doliną Prądnika znacznie przyjemniejszą drogą. Do Krakowa wjechaliśmy w dziwnym miejscu i jeszcze trzeba było znaleźć Stare Miasto. U celu zdjęcia w obowiązkowych punktach.

Barbakan:


Kościół Mariacki:


Tuż przed powrotem do domu wizyta u Smoka:




Z tego wszystkiego o mały włos nie spóźnilibyśmy się na ostatni pociąg do Częstochowy, na szczęście udało się kupić zaopatrzenie na drogę i bilety.
Tuż przed powrotem jeszcze mała, na szczęście niegroźna awaria, w tylnym kole wyraźnie mniej powietrza niż powinno być, trochę dopompowałem i dało się jechać bez klejenia. W drodze powrotnej przekonałem się, że bez klejenia się nie obędzie, poprawiłem koło i połowę drogi musiałem rower prowadzić, kleić w trasie już się nie opłacało ...
Podsumowując bardzo udana wycieczka, szczególnie, że byłem nieobecny.